Kołysanka dla Księżniczki
 
  Strona startowa
  Co można tu znaleźć?
  Słowa Słowa Słowa - debiut Boże Narodzenie 2020
  BajDusie - tomik wydany : kwiecień 2022
  Rozmowa Świąteczna: 21 grudnia 2016
  Bezkres - 10.2020 - wywiad
  Wnet.fm - wywiady MiŚ
  Z Ewangelii do Serca
  From the Gospel to Heart
  Świadectwa z rekolekcji
  Dziękuję Duchu Święty
  => 564 kilometry opatrzności
  Malowanie Słowem 23.01.2015
  skrobki 2004 - 2021
  skrobki 1987 - 2002
  Skrobki - opowieści
  Wąż na Jabłoni
  Szamanka i Olivki
  Sewe Songs Book
  Księga gości
  Kontakt
  Zagadki... dla Przedszkolaka
  Prawa Autorskie
564 kilometry opatrzności
 
O tym aby pojechać do Sokółki myśleliśmy już od dawna. Jednak dopiero teraz zdecydowaliśmy się na taką wyprawę. Zwłaszcza teraz, gdy Szymon i Kornelia mogą oboje dostępować daru uczestnictwa w sakramencie komunii świętej.
 
Wyruszyliśmy o godzinie 9:30, 26/07/2014. Kierunek Białystok. Wg obliczeń przed nami było około trzech, trzech i pół godziny jazdy. Pogoda zapowiadała się iście letnia.
 
Kasi siostra podpowiedział nam, aby przy okazji odwiedzić jeszcze dwa miejsca.
 
 
 
Święta Woda.
 
Pierwszym z nich było Sanktuarium Matki Boskiej Bolesnej w Świętej Wodzie (Wasilików). 30 kilometrów przed Sokółką. Nie da się nie zauważyć tego miejsca. Góra Krzyży z daleka przyciąga wzrok. Przywołuje spojrzenie każdego, kto przejeżdża pobliską drogą. Zjeżdżamy na parking.
 
 
Niewielki kościółek otoczony kapliczkami tajemnic różańca Matki Boskiej Bolesnej przykuwa naszą uwagę. Cisza i spokój panujące wokół wprawiają w zadumę. Przyglądamy się kolejno kapliczkom: Modlitwa w Ogrójcu, Biczowanie, Cierniem Ukoronowanie, Droga Krzyżowa, Ukrzyżowanie… Eli, Eli lamma sabaktani…
 
 
Źródełko…. Jest tu źródełko, od którego bierze się nazwa Święta Woda. To mocą, którą Pan powierzył tej wodzie, w 1719 roku, Bazyli Popiernik Supraślski, odzyskuje wzrok, po dwóch latach ślepoty; gdy tylko tą wodą przemywa oczy.
 
Schodzi się do niego schodkami w dół. Spotykamy tam kobietę, która cierpliwie nabiera wody do małej butelki i przelewa ją do baniaków. Robi to dla swojej osiemdziesięcioparoletniej sąsiadki, ciężko chorej, ale pełnej wiary. Na tej wodzie parzy zioła, które dostała od księdza. I wie pan, to pomaga – opowiada mi ta kobieta. A potem ustępuje nam miejsca, abyśmy mogli nabrać wody dla siebie. My na to nie byliśmy przygotowani. Ze sobą mamy jedynie 3 bidony. Dwa z nich są już puste…. Napełniamy je wodą. Jej chłodem przemywamy oczy, twarze i ruszamy do kościółka.
 
 
Biel zewnętrznych murów zastępuje brąz drewna. Tak jakby ściany miały być niezauważalne. Istotne jest to co jest nad ołtarzem. Pobłogosławiony przez Ojca Świętego Jana Pawła II obraz Matki Bożej Bolesnej. Oraz relikwie, które zostały przekazane Sanktuarium 25 maja 2014 roku.
 
Przed ołtarzem, w ogromnym skupieniu modli się mężczyzna na wózku. Całkowicie pochłonięty rozmową z Bogiem, nie zauważa osób wchodzących do kościoła. My także oddajemy się krótkiej modlitwie. W tej ciszy i spokoju niezwykle ciepło i prosto rozmawia się ze Stwórcą. Intencje modlitewne same wypływają z serca.
 
Niezwykle łatwo… Może dla tego, że tak wielu ludzi pielgrzymuje tu, aby je pozostawić Matce Bożej Bolesnej. Tu przed ołtarzem. Tu na Górze Krzyży. My też udajemy się na nią. Składamy ofiarę i zanosimy dwa małe krzyże z naszymi intencjami. Szymon i Kornelia wybierają wysoki krzyż wykonany z siatki, aby na nim zawiesić nasze modlitwy. Zmierzając w jego stronę pochłaniamy wzrokiem wszystkie znajdujące się na górze intencje. Wielkie stalowe krzyże, duże drewniane, i pozawieszane na niech te mniejsze. To ogromne świadectwo wiary przepełnia nasze serca. Dzieci wieszają krzyże i ruszamy w dalszą drogę. Dobrze, że tu przyjechaliśmy.

 
 
Sokółka.
 
Trzydzieści kilometrów mija zupełnie niespodziewanie. Dostrzegamy tablicę z napisem Sokółka. Teraz tylko wystarczy że znajdziemy Parafię p.w. św. Antoniego Padewskiego i będziemy na miejscu. Miejscu Cudu Eucharystycznego.. Szkoda, że o tej porze nie ma już mszy… Te dla pielgrzymów są z samego rana, o 9:00 i 11:00. Chociaż pomodlimy się przed Cząstką Ciała Pańskiego… Oddamy cześć.
 
Naszą uwagę zwraca stojący na poboczu patrol policji i dwa uszkodzone samochody. Nawigacja podaje komunikat: dotarłeś do celu. Ulica się zgadza, ale kościoła nie widzi żadne z nas. Jedziemy dalej i rozglądamy się uważnie. Wgląda ma to że już wyjeżdżamy z Sokółki. Postanawiamy zapytać o drogę idącego chodnikiem mężczyzny.
 
Musicie państwo zawrócić i na pierwszych światłach skręcić w prawo. – wyjaśnia nam z uśmiechem. Ja spoglądam w lusterko. Droga wolna. Zaczynam zawracać. Nagle z prędkością błyskawicy mija nas rozpędzony samochód i znika w oddali. Świadomość tego co mogło się stać zlewa nas potem. To cud, że do tego nie doszło. Opatrzność czuwa nad nami…
 
Jedziemy z powrotem. Teraz w drugą stronę mijamy ten sam patrol policyjny i dwa uszkodzone samochody. Tuż za nimi są światła. Kościół p.w. św. Antoniego Padewskiego widać z daleka. Jego wysokie białe wieże lśnią w blasku słońca. Wjeżdżamy na parking szczęśliwi, że dotarliśmy do celu.
 
 
Na parkingu stoi kilka samochodów i autokar. Dostrzegamy grupkę osób w odświętnych ubraniach kierujących się ku schodom przed kościołem. Tam dołączają do innych przy zabytkowym samochodzie przystrojonym białymi wstążkami. Będzie msza?! – Tak, będzie msza! Młoda Para wraz z zaproszonymi gośćmi przygotowuje się do sakramentu małżeństwa. To niesamowite jak Stwórca prowadzi nas do Siebie. My chcieliśmy najpierw przyjechać do Sokółki a potem pojechać do Świętej Wody. Zrobiliśmy dokładnie odwrotnie. Nasze pragnienie uczestniczenia w mszy świętej tu w Sokółce, i przyjęcia komunii świętej wraz z modlitwą przed Cząstką Ciała Pańskiego miało się właśnie wypełnić. Gdybyśmy zrobili tak jak planowaliśmy…
 
 
Otaczamy kościół dookoła i wchodzimy tylną bramą. Nie chcemy przeszkadzać Młodym i Ich gościom. Stare zdobione licznymi, blaknącymi malunkami wnętrze wypełnia nas powagą, dostojnością świątyni. Kaplica Matki Bożej Różańcowej, znajduje się po lewej stronie ołtarza. To w niej wystawiona jest Cząstka Ciała Pańskiego. Pełni wyczekiwania podchodzimy i klękamy przed kaplicą. W ciszy, tak, aby nie zakłócać spokoju tych, którzy się modlą.
 
 
Klęcząc przed kaplicą bardzo wyraźnie widzimy czerwoną plamkę krwi Chrystusa. Cząstki Ciała nie sposób abyśmy dostrzegli z tej odległości. „Błogosławieni, którzy nie widzieli a uwierzyli”. Jakże tutaj rozumie się znaczenie tych słów wypowiedzianych przez Zmartwychwstałego Zbawiciela. „Nie lękajcie się, Ja Jestem”. Jesteś Panie.
 
 
Myślałem tato, że to coś większego… - moje rozmyślania przerywa zdziwienie Szymona.
 
Hostia jest przecież mała, a Cząstka Ciała Pańskiego to tylko jej część. A Pan Jezus jest cały w każdej, tak małej hostii. – odpowiadam poruszony tym dziecięcym stwierdzeniem. Największe sprawy Pan objawia nam w najdrobniejszych rzeczach. W cząstce chleba cząstka Ciała a zarazem cały Chrystus. I we wszystkich cząstkach razem.
 
 
Trwa Msza… Kornelia podkrada się do filara, aby zza niego lepiej widzieć Młodą Parę i całą uroczystość. My spoglądamy na siebie gdy składają przysięgę małżeńską. Po przyjęciu najświętszego sakramentu ponownie klękamy przed kaplicą zanosząc nasze modlitwy do Pana wpatrzeni w Niego. To wielka łaska być TU i jednoczyć się z Panem. Być Jego tabernakulum klęcząc przed Nim. Amen.

 
Po mszy robię jeszcze kilka zdjęć przed kościołem. Na parkingu stoi pan sprzedający ciasta. Ma sękacze, mrowiska i drożdżowe z rodzynkami.
 
A w Świętej Wodzie państwo byliście ? – pyta nas z uśmiechem.
 
Tak, byliśmy. – odpowiadamy. – Jak tu dziś pusto i cicho.
 
Macie państwo szczęście. Zwykle jest tu piętnaście do osiemnastu autokarów. – odpowiada – A teraz gdzie państwo jedziecie?
 
Do kolebki Polskich Tatarów.

 
Kruszyniany.
Do wyboru mamy Bohoniki i Kruszyniany. Do obu miejsc nie damy rady pojechać. Decydujemy się na Kruszyniany, choć to kolejne 30 km od Sokółki. Do Bohonik jest ich osiem. Kręta droga niczym serpentyna, prowadzi nas do celu. Miejscami wąska, z koniecznością mijania się z wielkimi traktorami. Bardzo malownicza.
 
W 1679 roku, król Jan III Sobieski, podarował Tatarom ziemie w miejscowościach Kruszyniany, Nietupa, Łuziany. W zamian za żołd, którego nie miał im jak wypłacić.
W Kruszynianach znajduje się najstarszy w Polsce, drewniany meczet z XVIII wieku. Przed meczetem, na kamienistym parkingu, stoi głaz z tablicą upamiętniającą 300 lecie osiedlenia się tatarów. Tam się zatrzymujemy.
Zielone wieżyczki ozdobione złoconymi półksiężycami, podpowiadają, że ta zbudowana na planie cerkwi świątynia jest świątynią muzułmańską. W jej drzwiach wita nas uśmiechnięta pani. Na nasze pytanie, czy możemy jeszcze zwiedzić meczet odpowiada z uśmiechem: tak, tylko musicie państwo zdjąć buty. Tak też robimy po kupnie biletów.
Wnętrze meczetu jest wyłożone kobiercami. Na jego ścianach wiszą muhiry z wersetami Koranu. Nie ma wizerunków ludzi i zwierząt – są zabronione. Głównym miejscem meczetu jest mihrab, nisza wskazującą kierunek Mekki. Przed nią stoi stojak z Koranem w języku arabskim. Obok znajduje się minbar, z którego jest głoszone kazanie. O tych i wielu innych zagadnieniach dotyczących meczetu, wiary muzułmańskiej, oraz kultury i historii tatarów w Polsce, opowiada nam przewodnik, opiekun świątyni. W miedzy czasie dojeżdża wycieczka z Krakowa. Meczet się wypełnia, a wesoła opowieść przewodnika jest przeplatana salwami śmiechu słuchaczy. Dowiadujemy się, że w tym meczecie kobiety i dziewczynki modlą się za ścianą, mężczyźni w sali głównej, a chłopcy na balkonie. Dzieci uczą się języka arabskiego, aby czytać Kran w oryginale, bo tłumaczenie na inny język to interpretacja.
 
Nieopodal znajduje się mizar – muzułmański cmentarz. Tam też idziemy z przewodnikiem. Widok głazów wystających ze ściółki leśnej robi niesamowite wrażenie. Większość grobowców się pozapadała. Jest kilka odnowionych, aby było widać jak wyglądały. Taki muzułmański grób ma w szczycie nóg mniejszy głaz a u wezgłowia duży, z danymi osoby zmarłej wyrytymi po jego zewnętrznej stronie. Napisy są dla aniołów, bo ludzie to wiedzą kto jest pochowany. Dla tego są na zewnątrz – opowiada z uśmiechem przewodnik - Pomiędzy tymi dwoma kamieniami ułożone są trzy warstwy mniejszych. Wszystkie groby są skierowane w jedną stronę – w stronę Mekki. Ciała owinięte płótnem są chowane bez trumien. W miejscu grobu nie chowamy drugiej osoby. Groby są dla nas święte. Kobiety, jako dawczynie życia nie uczestniczą w pogrzebach. Nie powinny być przy śmierci.
 
Są nas tu trzy wyznania – opowiada przewodnik, gdy wracamy z cmentarza – Muzułmanie, Prawosławni i Katolicy. Gdy zapraszamy się na święta zaczyna brakować dni na pracę. Muzułmanin może mieć żonę katoliczkę, ale dzieci musi wychować w wierze muzułmańskiej.
 
Żoną przewodnika, opiekuna meczetu jest ta pani, u której kupowaliśmy bilety. Jest katoliczka. Mają dwoje dzieci. Syn jest muzułmaninem. Córka katoliczką. Dwie wiary, jeden dom. Tolerancja i wyrozumiałość. Cały region, i mieszkający w nim ludzie są przepełnieni tymi wartościami. Trzy wiary, trzy kultury. Jedna społeczność. Jeden Bóg.
 
Napełnieni radością płynącą ze świadomości, że to jest możliwe, głodni jak wilki udajemy się do Tatarskiej Jurty. Jest już godzina dziewiętnasta, i choć zamówienia można składać do osiemnastej, zostajemy przyjęci z uśmiechem. Zamawiamy kawę po tatarsku i Pierekaczewnik. Jest to jedynie miejsce w Polsce, gdzie można go zjeść. Mówi o tym certyfikat unijny. Mmmmm…. Dla samego jego smaku było warto przyjechać. Zjeść tatarską potrawę w kolebce tatarów polskich. I dla takiej kawy. Miło tu i przytulnie. Ale czas wracać. Jeszcze tylko rzut oka na wystawioną na podwórzu jurtę. I w drogę.
 
 
Joachima i Anny – wspomnienie rodziców Maryi.
Kręta droga jest niemal pusta. Od Białegostoku zaczynają się sznury tirów mknących ku granicy, od której dzieliło nas 3 km. W miedzy czasie prowadzi nas modlitwa różańcowa trwająca w Radio Maryja. Zaraz po niej rozpoczyna się Apel Jasnogórski. Dziś wspominamy Joachima i Annę, rodziców Matki Boskiej.
 
Dwa lata temu rozpoczynały się pierwsze rekolekcje na których byliśmy, rekolekcje małżeńskie z o.James’em Manjackal w Ostrołęce. Nie zwróciliśmy na to wcześniej uwagi.
Dokładnie w ten dzień wybraliśmy się na naszą małą pielgrzymkę… Modliliśmy się w Świętej Wodzie, przyjechaliśmy do Sokółki aby oddać cześć Cząstce Ciała Pańskiego i trafiliśmy na mszę podczas której była składana przysięga małżeńska. To nie przypadek…
 
Ta myśl towarzyszy nam przez całą drogę powrotną. O godzinie pierwszej w nocy docieramy do domu. Zmęczeni, ale pełni wrażeń. Przepełnieni szczęściem i radością z tego co przeżyliśmy. Po przejechanych 564 km. 564 km opatrzności.
 
29-30/07/2014
Seweryn Krzysztof Topczewski


 
czas....  
   
Stronę odwiedziło już 41890 odwiedzający (75248 wejścia) :)
Ta strona internetowa została utworzona bezpłatnie pod adresem Stronygratis.pl. Czy chcesz też mieć własną stronę internetową?
Darmowa rejestracja