„Sługa Miecza”
I. Nicość i Istnienie
Gdy Wszechświat upuścił go z ręki w Ziemię wbił się głęboko,
Czyniąc w Niej ranę tak wielką , by Złote z Niej mogło wyjść Oko.
Oko na Niebo się wspięło i z góry na Ziemię spogląda.
Zła Pięciu Jeźdźców Przeklętych patrząc z wysoka wygląda.
Jak Ono Jeźdźcy Przeklęci także od Miecza powstali,
Lecz z Drugiej to Ziemi strony na Świat się ten wydostali.
Bo Miecz przeszył Ją całą, gdy Wszechświat wypuścił go z ręki,
Kiedy Nicości Posłanki Młodości Skradły Mu Wdzięki.
Rozdarły na Części Pięć i Jeźdźcom Przeklętym rozdały,
A Oni po Całej Ziemi w Pięć Stron się z nią rozjechali;
By Nicość, której to Starość wiernie dotąd służyła
Wszystko co Czas już zbudował, w Nicość znów obróciła.
Więc Wszechświat, Istnienia Posłaniec, służyć Mieczowi musi,
Aż Młodość, którą utracił, z powrotem do niego wróci.
I kiedy Oko zasypia, i Ziemi wtedy nie strzeże,
Wszechświat Młodości swej szuka, i Miecz do ręki swej bierze.
Lecz Czasu ma bardzo mało, zaledwie Pięć tylko ma Nocy,
Zanim Nicość rozpocznie napawać zwycięstwem swe oczy.
A jeśli jej nie odnajdzie, to Dnia Szóstego już rano,
Wszystkiego co było Istnieniem Oko nie będzie widziało;
A wtedy Zgaśnie na Wieki, Czas stanie się Nieskończonością,
I tryumf będzie święciła Nicość z oddaną Starością.
Wszechświat znów Ziarnkiem Piasku z którego wyrósł się stanie,
A Miecz, który Losy Odmienia w Nicości pójdzie władanie.
Do tego Wszechświat nie może w żaden sposób dopuścić,
Więc w podróż przez Czas i Ziemię Istnienie go musi wypuścić.
Niech szuka, tego co stracił, by Równowagę odzyskać,
By wszystko co jest być mogło, i przyszło, co jeszcze przyjść ma.
.../02/2006
15/03/2006
Seweryn Krzysztof Topczewski
II. Noc 1 – Nienawiść i Miłość
Po siedmiu krokach Wszechświata wzdłuż Ziemi Wody Wzburzonej
Znienacka Wszechświat zobaczył na niego pędzącą Wodę.
W jej oczach ogromne Pioruny Mrok Nocy iskrami jaśniały,
I siłą nikomu nieznaną we Wszechświat ostrzami bić chciały.
Nienawiść imię jej głośnie, bo jednym to z Jeźdźców była,
I żeby Wszechświat pokonać tej Nocy się przed nim zjawiła.
Zatrzymał się Wszechświat w drodze ósmego robiąc pół kroku,
Nienawiść na niego mknącą cały czas mając na oku.
Miecz wolno zza pasa wyciągnął, ten w blasku błyskawic zaświecił,
I poczuł na sobie Wszechświat oddech złowieszczej cieczy,
Która go swoim uściskiem ze wszystkich stron otoczyła,
I zdusić go w sobie chciała, gdy go za gardło chwyciła.
Walczył przez chwilę Wszechświat szarpiąc się z całej siły,
Lecz Wody macki lepiste wciąż mocniej się na nim cieśniły.
Im bardziej stawiać chciał opór tym bardziej Nienawiść dusiła,
Więc zastygł w bezruchu Wszechświat, by całkiem go nie zdusiła.
Powoli Miecz w dłoni poprawił by dwoma palcami go trzymać,
I lekko do góry go podniósł, by nie dał się ruch ten zatrzymać.
Nienawiść, uśpiona bezruchem i Miecza powolnym wzniesieniem,
Nieczuła jak Wszechświat powoli jej ścisku przecina więzienie.
Choć widać go wcale nie było w jej na nim rozlanym bezmiarze,
Miecz ostrzem wnet nad nią zabłysnął, początkiem był dalszych zdarzeń.
Bo kiedy Miecz całym ostrzem się nad Nienawiść wyłonił,
Wszechświat go wtedy złapał całej uściskiem dłoni.
Nagłym i szybkim ruchem wody okowy rozpłatał,
Zanim Nienawiść zbudzona z powrotem zdążyła go złapać.
I stanął na wprost błyskawicom, co w oczach Nienawiść miała,
I niczym złowieszcze dłonie prosto na niego puszczała,
Leż żadne błyskawic ostrza Wszechświata trafić nie mogły,
Bo Miecza ostrze błyszczące dobrze chroniło go od nich.
Nienawiść wciąż nacierała, a Wszechświat bronił się przed nią,
Aż Oko zza Ziemi wyjrzało i znikać zaczęła ciemność.
Wtedy Wszechświat wymachem otrze w Nienawiść wtopił,
I na dwie części rozdzielił pośród fal wody wysokich.
I jedna część Nienawiści w ciemności się cała rozlała,
Druga zaś w blasku Oka wokoło po Ziemi spływała.
Błyskawic zaś wszystkie gromy na końcu miecza skupione
Do dłoni Wszechświata spłynęły Oka spojrzeniem rażone.
Z nim zaś powróciła Wszechświata Młodości Siła,
Która to jedną z Pięciu Cząstek Straconych była.
Nienawiść zaś rozdzielona straciła swoją połowę;
Początek dała Miłości, tworząc Istnienia ozdobę.
Zaś Woda, z której to Miłość na Ziemi się narodziła,
Swój kolor a z nią i smak swój w Oka promieniach zmieniła,
Z ciemnego, pełnego soli, na słodki i jasny blaskiem.
Tak Wszechświat Nienawiść pokonał, z Oka porannym brzaskiem.
Lecz musiał wyruszyć dalej, by reszty szukać Młodości,
Gdy tylko Oko znów zaśnie Ziemię zamknąwszy w ciemności.
16/03/2006
Seweryn Krzysztof Topczewski
III. Noc 2 – Chciwość i Szczodrość
Po siedmiu krokach Wszechświata wzdłuż Ziemi Wulkanów Ziejących
W ciemności, pośród Wulkanów dźwięk rozległ się tępo-brzęczący.
I rozbłysł Ognia Językiem cały Horyzont w czerwieni
Wszechświat w niego wpatrzony tysiącem kolorów się mienił.
Wulkany Ognia Oddechem piekły wszystko dokoła,
Aż Wszechświat blisko nich stojąc ledwo oddychać zdołał.
Wtem niemal tuż za Wszechświatem powrócił dźwięk tępo-brzęczący,
A Wszechświat poczuł na sobie oddech go niemal topiący.
Odwrócił się po Miecz sięgając, i kroki do tyłu dwa zrobił,
Bo Chciwość przed sobą zobaczył, co siłę swą dała Ogniowi,
Ogień Chciwości zaś za to postać swoją powierzył,
By żaden śmiałek przenigdy nie śmiał z Chciwością się mierzyć.
Lecz Wszechświat jej się nie lękał, swą Młodość pragnął odzyskać,
I w walce z uścisku Chciwości cześć drugą musiał jej wyrwać,
Więc stał oczy zmrużywszy i patrzył na postać z Ognia,
Gotowy za dar Istnienia życie swe w walce tej oddać.
Zacisnął dłonie na mieczu patrząc na Ognia odbicie,
Które to w ostrzu Miecza wśród Nocy zaczęło błyszczeć.
Tu Chciwość Ognistą Włócznią cios wymierzyła przed siebie,
I zgrzyt się rozległ straszliwy iskrami iskrzący po niebie.
To Włóczni i Miecza ostrza o siebie wzajemnie oparte
O to by z drogi się zepchnąć w potyczce tkwiły zażartej.
Chciwość iskrzyła Ogniem dotąd nikomu nie znanym
Próbując Wszechświata opór gorącem Ognia osłabić.
A Wszechświat, który to Siłę w pierwszej potyczce odzyskał,
Nie drgnął nawet w pół kroku spowity w ognistych iskrach,
Tylko Miecza wahnięciem ciosy od siebie oddalał,
Choć Chciwość we Włóczni władaniu równy sobie nie miała.
Aż krok robiąc nagle do przodu Wszechświat Miecz wypchnął przed siebie,
I odbiło włócznię w powietrze gdzieś w ciemność wysoko na niebie.
I dalej cios miecza prowadząc ostrzem w Chciwości tors wniknął,
Aż na czymś twardym i zimnym stali dotykiem zgrzytnął.
A kiedy Miecz z torsu wyciągnął dostrzegł, że wbity jest w kamień,
Który to zamiast serca piersi Chciwości był panem.
Chciwość zaś z piersią rozdartą Ogniem się swoim chwiała,
Gdy włócznia spadając na Ziemię rozcięła ją wzdłuż jej ciała.
A wtedy prócz Ognia Wulkanów to Oka blask zza nich się wznosił,
I jedną z części Chciwości swym blaskiem porannym ozłocił,
Akurat tą z której Mieczem Wszechświat kamień wyciągnął,
I dotyk spojrzenia poranka tą część uczynił Szczodrością;
Dzieląc Ognia gorąco, co siłą wulkanu niszczyło,
Na siłę pełną żywiołu i tą co się ogrzać nią miło.
Zaś kamień z piersi Chciwości Mieczem Wszechświata wyrwany,
Oka spojrzeniem Zręcznością mu został w poranek oddany,
Która drugą to cząstką z Pięciu Części Młodości
Teraz w duchu Wszechświata mogła z powrotem zagościć,
By kiedy Oko ponownie skryte pójdzie odpocząć
Wszechświat kolejną wędrówkę za częścią Młodości mógł począć.
16-18/03/2006
Seweryn Krzysztof Topczewski
IV. Noc 3 – Próżność i Skromność
Po siedmiu krokach Wszechświata wzdłuż Wiatru Zdradliwych Granic
Nagle siłą nieznaną w miejscu stał Wszechświat wstrzymany.
Choć krok chciał zrobić przed siebie, i nogi po Ziemi przestawiał,
To z miejsca, w którym był właśnie wcale się nie oddalał.
Im bardziej chciał iść przed siebie tym większy opór wyczuwał,
I mimo całego wysiłku przed siebie się nie przesuwał.
Chciał dłonie przed siebie wyciągnąć by twarz od Wiatru zasłonić,
Lecz nie mógł w nieznanym oporze poruszyć żadnej to dłoni.
Próbował ramieniem się zwrócić w stronę Wietrznego naporu,
Lecz nie mógł w żaden to sposób Wiatru pokonać naporu.
I śmiech szyderczy usłyszał niosący się Wiatru mocą,
To Próżność, drwiła mu w oczy wszystkim na Ziemi szamocząc.
Mój jesteś! Syczała podmuchem. Nic mi nie możesz zrobić.
Z miejsca nie możesz się ruszyć, ani przede mną zasłonić.
Do Ziemi cię ugnę swą siłą, nigdy się z niej nie podniesiesz!
Koniec to jest twój, koniec, umrzesz dzisiaj Wszechświecie!
I siłą ogromną naporu na Wszechświat Próżność cisnęła,
Aż nogi ugiął w kolanach, i dłonią o Ziemię się wspierał.
Miecz oparł się końcem o Ziemię, zza pasa Wszechświata wysunął,
Drżał potrząsany powiewem, się pod kolanem klinując.
Wszechświat z głową spuszczoną na Miecz bacznie spoglądał,
Pilnował, by Wiatr swoją siłą go spod kolana nie porwał.
Pochylił się mocniej do Ziemi, by dłonią Miecz do niej przycisnąć,
I bardziej być tego pewnym, że Miecz się nie może wyśliznąć.
A Próżność pychą wzniesiona echem się śmiała w eterze,
Tryumf święcić gotowa, jak w walce zwycięskie zwierze.
Wszechświat zaś milczał skupiony, jak mógł się najmocniej zapierał,
Palcami po Ziemi skrobiąc piasku do dłoni garść zbierał.
Z trudem głęboki wdech w płuca powietrza z Wiatru zaciągnął,
By ciosu jednego spróbować, nim zalśni na niebie Oko.
Powoli garść z piaskiem otworzył, a Wiatr go porwał do góry,
Tworząc z piasku ziarenek zarys Próżności postury.
A wtedy to Wszechświat ostatkiem siły jaką miał w sobie,
Miecz z Ziemi uniósł w powietrze go topiąc w Próżności osobie.
I chociaż tylko krawędzią Miecza ostrze w nią biło,
Na nodze, Wiatrem pędzonej, ranę niewielką znaczyło.
Rana zaś siłą to Wiatru, którego Próżność użyła,
Niczym rozdarta szata w większą się ranę zmieniła,
I w różne poczęła strony po całej Próżności pękać,
Po chwili cała zszarpana była jej noga i ręka.
A siła Wiatru okropna zatrzymać się nie zdołała,
I Próżność, której służyła, na strzępów tysiące porwała.
Jej fragment niczym to sukno na zbroi Wszechświata zawisnął,
I w blasku promieni Oka iskier tysiącem zabłysnął,
I zniknął, jako Młodości trzecia część odzyskana,
Wszechświata Szybkością się stając, którą mu Nicość zabrała.
Zaś szczątki Wiatru Próżności, które pod Oko zawiało,
Ucichły, niczym szelesty, Skromności dając swe ciało.
Tak oto na Ziemi zawitał Huragan co pełny jest złości,
I cicha spokojna Bryza, niosąca powiew rześkości.
I z niej to Wszechświat wytchnienie czerpał Czwartego Dnia,
Nim Oko, na Noc zasnęło, a Wszechświat musiał znów wstać;
By szukać wszystkiego co stracił, żeby Istnienie ratować,
I Nicość wraz ze Starością Miecza Ostrzem pokonać.
18-20/03/2006
Seweryn Krzysztof Topczewski
V. Noc 4 – Zdrada i Wierność
Po siedmiu krokach Wszechświata wzdłuż Równin Żywego Piasku
Poczuł, jak stopy mu grzęzną w Ziemi czarnym potrzasku.
Im delikatniej chciał stąpać tym bardziej w nim się zapadał,
Bezmiar Żywego Piasku do swego wnętrza go wchłaniał.
I kiedy obie miał nogi wciągnięte weń po kolana
Tuż przed nim z odmętu piasku posąg się zaczął wyłaniać.
To tutaj. Pomyślał Wszechświat. Z Ziemi Jeźdźcy ci wyszli,
Żeby Nicości służyć, Istnieniu codzienność uprzykrzyć.
Z mojej to wszystko winy, że Sen mnie zmorzył okowem,
I z dłoni Miecz wypuściłem, zasnuty kotarą powiek.
Tu Ziemia z głębi zraniona, Zdrady orężem się stała.
I teraz Zdrada oddechem w Ziemię wciąga mnie cała.
I patrzył na owy posąg, który rósł ponad nim,
I stopę podnosząc w powietrze we Wszechświat ze wszystkich sił
Cisną pragnąc go zmiażdżyć; zdeptać, w niwecz obrócić,
By nigdy już na wierzch nie wyszedł, by nigdy już nie powrócił.
Aż zadudniło wokoło echem i Ziemią zatrzęsło,
I można było pomyśleć że legło Wszechświata męstwo.
Lecz oto siła ogromna pod Zdrady posągu stopą
Zaczęła posąg odchylać i stopę podnosić wysoko.
I Ziemia drżała w posadach jak nigdy dotąd nie drżała,
I rzecz wręcz aż niemożliwa na Równin bezmiarze się stała,
Bo oto Wszechświat potężny, Zdradzie równy wielkością
Stanął naprzeciw Jeźdźcowi walczyć gotowy z godnością.
Zdrada się zamierzyła by Wszechświat pięścią dosięgnąć,
Lecz Wszechświat unik wykonał i ręką zasłonił się jedna.
Zdrada kamiennym ciosem ponownie się zamierzyła,
Lecz Wszechświat i teraz był szybszy. Zdrada ponownie chybiła,
Więc spróbowała raz jeszcze Wszechświat chcąc złapać za bary.
I tak splecieni ze sobą przez czas się jakiś szarpali.
Lecz wkrótce Zdrada odparta na Ziemi przed nim leżała.
Jej brodę na ostrzu miecza ręka Wszechświata trzymała.
Bo sposób na Zdrady Ziemię, Równinę Żywego Piasku
Stąpać jest twardo po Ziemi, nie bać się ruchu piasku.
To Pewność, którą to Wszechświat w stopie Zdrady odnalazł
Sprawiła, że ją pokonał i ona to przed nim leżała.
I chociaż już z niej odzyskał czwarty Młodości fragment,
To musiał Zdradę ugodzić, bo wielki jest przez nią zamęt.
Więc Miecz wzniósł z majestatem, i jedno wykonał cięcie,
Którym z posągu Zdrady zamierzał odciąć dwie ręce.
Lecz Zdrada zadrżała cała nagłej próbują ucieczki,
I Miecz jej ramię odrąbał ciosem jak wyrok ciężkim.
Ramię się potoczyło prosto pod Oka spojrzenie,
Które zbudzone hałasem wcześniej rozbłysło na niebie.
I jego dotknięte uśmiechem pełnym ciepła, dobroci,
Zielenią się całe pokryło, początek dając Wierności,
Która Piątego Ranka na Ziemi się narodziła,
I Zdrady kroków pilnować zadaniu się powierzyła.
20-25/03/2006
Seweryn Krzysztof Topczewski
VI. Noc 5 – Gniew i Spokój
Po siedmiu krokach Wszechświata od Nocy Piątej Początku,
Po tym jak Ziemię przemierzał w jej już najdalszym zakątku,
Poczuł naprzeciw siebie Wszechświat Moc Przeznaczenia,
Która za nim chodziła we wszystkich na Ziemi zdarzeniach.
Czuł ją gdy spotkał Nienawiść, kiedy z Chciwością się mierzył,
A także, kiedy to starcia z Próżnością i Zdradą przeżył.
A teraz czuł jeszcze bardziej, że jest i patrzy na niego,
I czuł w niej jakby coś z siebie, i jakby coś bardzo obcego.
Dziwne to było uczucie. Czuł jakby z niego było,
Lecz także zewsząd dokoła bardzo obecne było.
Coś wskazywało dokładnie chwile w którym odczuwał
To co teraz tu było, obecność czego przeczuwał.
I nagle przeraził się Wszechświat widząc samego siebie,
Z Mieczem w walecznej dłoni dokładnie na przeciw siebie.
Tak samo jak on w lśniącej zbroi, tak samo jak on czerwonej,
Z twarzy tym samym rysem, i hełmem tym samym na głowie.
Wpatrzonym tak samo srodze. Tak samo srodze milczącym.
Jak Wszechświat, idący przed siebie, w drodze do celu będącym.
Wzniósł Miecz Wszechświat do góry. Przeciwnik zrobił to samo.
Do ciosu dłoń puścił przed siebie. Ostrzy zderzenie zagrzmiało.
Milczenia chwila zapadła, a miecze niczym granice
Dzieliły ich między sobą zwarte stalowym obliczem.
Patrzy sobie wprost w oczy, próbując przewidzieć zdarzenie.
A spokój panował dokoła. Na Ziemi zaległo milczenie.
Wszechświat cofnął Miecz nagle, a potem szybko uderzył,
Tak, żeby ostrzem Miecza ranę wrogowi wymierzyć.
I trafił ostrzem wnikając pod pancerz chroniący ramię.
Lecz także sam poczuł ostrze jego bijące go w ramię.
Jego rana dokładnie jak ta która zadał była,
I na nim i przeciwniku na ręce tej samej krwawiła.
Cios drugi, który w odsieczy Wszechświat zadał z szybkością,
Także skończył się raną, poczuł jak miecz nogę rozciął.
Każdy cios w przeciwnika raną Wszechświata się stawał,
Choćby nie wiem jak szybko ciosy Wszechświat zadawał.
Każdy cios był dokładnie w to samo miejsce zadany.
I Wszechświat i jego przeciwnik mieli te same rany.
Czas zginąć. Wszechświat wyszeptał. Dłonie przed sobą złożył,
Oczy zmrużył i zadać cios był śmiertelny gotowy.
Ruchem prosto przed siebie w serce ugodził wroga,
I sam poczuł w piersi ukłucie, aż się zachwiał na nogach.
I chociaż czuł ból ogromny, który w serce się wdziera,
Swój Miecz pchał w przeciwnika, jego też ból rozdzierał.
Po chwili padli na siebie, ciałami o siebie zaparci
Runęli razem na Ziemię dalej ze sobą zwarci.
Krew z obu z Ziemię wsiąkała karmiąc ja ich żywotem,
Który z nich z krwią uchodził, choć żyć wciąż mieli ochotę.
Tyś Gniew jest... Wszechświat wyszeptał. Piąty Jeździec Przeklęty.
Odejdziesz ze mną na zawsze w żywym nieznane odmęty.
To ciebie czułem tak blisko, gdy walki wszystkie toczyłem,
A teraz, by ciebie zgładzić do śmierci muszę mieć siłę.
Czuję, choć koniec bliski jak Spokój Ziemi powraca,
Jeśli wschodu dotrzymam, to moja skończona praca.
I zamknął oczy. Oddechem czekał Oka nadejścia,
By mogło Ziemię ocalić, a z nią wybawić i Wszechświat.
25/03/2006
Seweryn Krzysztof Topczewski
VII. Początek i Koniec
Szóstego Dnia Oka promień powoli nad Ziemię wchodził,
A wszystko co sobą dotknął siłą do życia zdobił.
Zielenią obsypał połacie, a na nich posiał promienie,
Z który to w mgnieniu oka przeróżne wyrosło Istnienie.
Tak piękne i kolorowe, różne w swoim orszaku,
Od stworzeń w wodzie żyjących do niebem sunących ptaków.
Powoli Ziemię przemierzał by wszystko dokładnie obejrzeć,
Uśmiechem powitać to wszystko, co z Ziemi tego Dnia wzejdzie.
I kiedy niemal już Ziemię wędrując okrążył całą,
Natknął się na leżące słabe Wszechświata ciało.
Oko się zatrzymało i nad Wszechświatem kucnęło.
Aż Ziemia się stała czerwona, tyle promieni w nią mknęło.
Od tylu promieni Oka Wszechświat zniknął po chwili,
A razem z nim i Miecz zniknął, w przestworzach hen się rozmyli.
Doczekał... Oko szepnęło. Resztką swych Życia sił,
Ocalił nasze Istnienie. Wytrwałość wróciła w nim.
Część Piąta Młodości Wszechświata którą Gniew w sobie krył,
Odzyskał czekając poranka, i teraz będzie już żył.
Lecz Gniew, którego to ciało także Oko ujrzało,
Zniknął w dalekich przestworzach, odchodząc w stronę nieznaną,
A krew, która to z Gniewu w Ziemię do rana wsiąkła,
Spokoju stała się siłą, by równowaga wciąż trwała.
Dlatego Początek i Koniec, Nicość oraz Istnienie,
Zawsze ścierać się będą, jak w dłoni ściśnięte kamienie.
25/03/2006
Seweryn Krzysztof Topczewski
Koniec.
Spis opowieści:
I. Nicość i Istnienie
II. Noc 1 – Nienawiść i Miłość (Siła)
III. Noc 2 – Chciwość i Szczodrość (Zręczność)
IV. Noc 3 – Próżność i Skromność (Szybkość)
V. Noc 4 – Zdrada i Wierność (Pewność)
VI. Noc 5 – Gniew i Spokój (Wytrwałość)
VII. Początek i Koniec