„Dorożka”
Dziś rozmawiałem z Arturem
O tym jak to było
Z tą zaczarowaną dorożką
Co włosy od niej jeżyło.
Pytałem o tego konia,
Który o bruk kopytami
Podczas nocnych podróży
Stukaniem mistrza tak bawił.
Pół słówka tylko podrzucał,
Rymem je wszystkie układał.
Podobno tak z Tobą mistrzu
Podczas przejażdżek rozmawiał.
Kiedy z Weneckiej o drugiej w nocy
Pod Sukiennice jechać chciałeś
I śpiącym spokojnie kamienicom
Z dorożki się przyglądałeś.
Nocnych fryzjerów, rzeźników,
Szyldy jak wiersza strofy
Składałeś ze sobą razem,
Swoje wpatrując w nie oczy.
A potem pisałeś swe słowa,
Ludzkie zbawiając dusze.
Dla tego przy pełni księżyca
To jedno mistrzu rzec muszę:
Kopyta nadal stukają,
Zaczarowane jak nigdy dotąd.
Bo duch Twój wśród znanych Ci ulic
Także nie chodzi piechotą.
Dorożkarz w swojej dorożce,
Jedynej zaczarowanej
Za zaczarowanym mknąc koniem,
Wśród nocy wozi go dalej.
02/09/2007
Seweryn Krzysztof Topczewski
- inspirowany „Zaczarowaną Dorożką” – K.I.Gałczyńskiego
„Katakumby Metropolis”
Oko tyrana bezlitosne
Z cygarem i kieliszkiem
W dłoni
Spogląda w niebo
I słońcem cieszy
Swoją twarz
W mrok
Nie spogląda
Obcasem depcze
Wszystkich pod swymi
Drapaczami
W tym
Synów Zagubionych
Mieście
Choć jest nadzieja
Duch jej drzemie
Gdzieś w katakumbach
Metropolis
W błąd włosach
Marii zapisany
Ciepłym głosem
Z rzędów numerów
Ludzkie twarze
Wypełnia
Swojej wiary
Mocą
W to że nadejdzie
Lepszy czas
Że zjawi się
Posłaniec wkrótce
Który połączy
Umysł z dłonią
I znajdzie serce
Tam gdzie jest go
Teraz brak
Lecz gniew tyrana
Który twarz
Cybernetycznej
Famme fatale
Podstępnie
Twarzą jej uczyni
Nienawiść swą
Przeniesie w głąb
I w gniewie
Ogień buntu wznieci
Tak wielki
Że aż runie
Jego dom
Zapłonie stos
A na nim zło
A na nim
Wyrządzone krzywdy
I koniec bliski
W jego oczach
Krzykiem zalśni
Katedra
Murem swym
Przemówi
Szaleństwo
Wyda bezlitośnie
Śmierci okrutnej
Potępieńczej
A dłoń tyrana
Dłoń nadziei
Syna ze sobą dłoń
Połączy
Bo ojcu
Oraz Marii
Oddał serce
6/11/2007
Seweryn Krzysztof Topczewski
„Pomiędzy rękoma i rozumem pośredniczy serce
(Der Mittler zwischen Hand und Hirn sei das Herz)”
– hasło reklamowe filmu Metropolis
„Metropolis”
Osiemdziesiąt lat przeminęło już
Ząb zapomnienia archiwum naruszył
My ze ścinków taśmy jak ze starych zdjęć
Układamy obraz miasta utracjuszy
Słychać w układance przerażony głos
Władzy opętania sobą dowodzący
Co pomiędzy nocą a dniem plącze się
Kroków wysłannika próżno wołający
Lecz cóż począć ma kiedy Rozum śpi
I nie dostrzega Dłoni zawołania
Pragnie tylko je odrzeć z wszystkich sił
Dla powiększania swego panowania
Sięga więc obłędu żeby wiarę zniszczyć
W to że Serce może Rozumem kierować
I upadek własny ściąga na swój kark
Żeby na swych zgliszczach Miłość móc budować
5/11/2007
Seweryn Krzysztof Topczewski
„Dokąd...”
Zbudowaliśmy wieżę Babel
I nawet jej nie dostrzegamy
Tak rozpędzeni w swej potężnej
Żądzy władzy
Gubimy wszystkie swe uczucia
Choć nie jesteśmy maszynami
Bezduszni się stajemy
Tak jak one
Tracimy z oczu naszych bliski
Zapisujemy w telefonach
Ostatki więzi na cyferki
Zamienionej
Reflektorami rozświetlamy
Snom przeznaczone mroki nocy
By nasze myśli zbiec nie mogły
W strefę marzeń
Dokąd zmierzamy w tym rozpędzie
Serca po drodze gubiąc nasze
Pozostawiając rozumowi
Tylko ręce
Niedługo palce nam zdrętwieją
W tym dowodzeniu maszynami
Metamorfozy nam na plecach
Dreszcz zamieszka
A z naszych imion pozostanie
W macierzy zdarzeń zapisany
Kod należności
1-1-8-1-1
6/11/2007
Seweryn Krzysztof Topczewski
„Pomiędzy rękoma i rozumem pośredniczy serce
(Der Mittler zwischen Hand und Hirn sei das Herz)”
– hasło reklamowe filmu Metropolis
„Herkules i Kakus”
Czerwonej maści stado prowadził, drogą był bardzo znużony,
Przystanąć zatem zapragną snu spokojnego spragniony.
Na wzgórzu pod drzewa cieniem w pobliżu Ewandra osady
Zasnął jak niedźwiedź mocno, bo iść nie dawał już rady.
Stado swe nieostrożnie pozbawił na chwilę opieki.
Niczym stalowe kotary opadły jego powieki.
Śnił o tym jak dni kilka wcześniej wielki o nie bój toczył.
A cały przebieg tej bitwy jego zdradzały oczy,
Które ukryte w snu szacie pospiesznie wokoło krążyły
I każdy ruch przeciwnika z walki owej śledziły.
Po tym jak psa bestię zabił i smoka o siedmiu głowach
Z Gerionem musiał się zmierzyć, by stado zabrać mu zdołać.
By pracę swoją dziesiątą wypełnić jak mu kazano,
Za zbrodnię której dokonał, na prace go owe skazano.
Dzieci swe zabił w szale, i dwoje też Ifilkesa,
Tak obłęd przez Herę zesłany w głowie herosa namieszał.
Gerion, w samym wyglądzie budzić mógł przerażenie
Gdy jego potężne trzy ciała swym krokiem aż trzęsły ziemię.
Jego trzy stóp silne pary, i rąk trzy pary masywne,
Z głów trzech dowództwem nad nimi ciosy słały mu liczne.
A cieniem swoim olbrzymim wyspę okrywał całą,
Wyspę tą Eryteą w świecie powszechnie zwano.
Choć heros się bronił zaciekle, i równie zaciekle nacierał,
To Gerion masą swych trzech ciał jego ciosy odpierał.
Dopiero gdy z łuku strzały w Hydry żółci moczone
Herkules ze wszystkich sił swych w Geriona wypuścił stronę,
Powalił jego trzy ciała własny los ocalając
I drogę do bydła zabrania otwartą w ten sposób mając.
Jakże zdumiony był bardzo kiedy ze snu się zbudził,
Bo stado nagle przepadło, a mocno się przecież natrudził.
Samo nie zawróciło za słupy które postawił,
Kiedy to przez cieśninę ze stadem się całym przeprawił,
I ludziom świat dobrze znany od tego którego nie znali
Wyraźnym znakiem oddzielił by pływać się tam nie bali.
Miał wcześniej podobną przygodę. Za jednym ciołkiem wędrował,
Który to nagle zabłądził i po Vitali buszował.
Odnalazł go jednak szybko, stada z oczu nie tracąc.
Teraz całego stada musiał szukanie zacząć.
Inaczej swego zadania za ukończone nie zliczy.
Ze stadem miał przecież powrócić. A nagle pozostał z niczym.
Bo kiedy sen odpoczynek tak upragniony przynosił
Kakus ziejący ogniem ze swojej kryjówki wyskoczył.
Stado całe zagarnął podczas herosa drzemki,
Ślad zostawiwszy po sobie by w błąd wprowadzić go wielki.
Bo kiedy stado ukradkiem prowadził do swojej pieczary
Ciągnął je za ogony, odwrotne znacząc z nim ślady.
Heros po chwili namysłu rozgryzł ślady podstępne,
I w stronę swojego stada zmierzał największym pędem.
A kiedy pobliskie skały odgłosy bydląt przyniosły,
Herosa twarz rozpromienił uśmiech bardzo radosny,
Który gniewem oblicze swoim zarysem oznaczył
Gdy potężnego Kakusa przy stadzie swoim zobaczył.
Ten kozłonogi olbrzym, który napadał ludzi,
I postrach swoim spojrzeniem na wszystkich obliczach budził,
Teraz stał na wprost niego, do ziania ogniem gotowy.
Szykował na Herkulesa swoje wszystkie trzy głowy.
Zaś heros nań rozgniewany dłonie swoje szykował
Był w pełnym siły uścisku spleść je na jego głowach.
Każdą z nich pragnął zdusić swoim mocnym ramieniem,
By ciało tego potwora móc wreszcie cisnąć na ziemię.
Lecz kiedy jedną z nich łapał inne zionęły ogniem,
Więc wtedy w gniewie Herkules w tył odskakiwał od niej.
I znów się na inną rzucał, i ognie odczuwał po chwili.
Długi czas w taki sposób obaj ze sobą walczyli.
Aż wreszcie swoim uściskiem na jednej szyi złożonym
Heros tak się naprężył, że Kakus legł osłabiony.
Wtedy drugi kark schwycił i skruszył go niczym gałąź.
Już tylko jedno oblicze ziejące ogniem zostało,
A pozbawione dwóch innych nie miało już takiej siły.
Więc po kolejnym uścisku Kakusa się losy skończyły.
Wieść o śmierci potwora wnet do Pallatium dotarła.
W okrzykach pełnych radość w ludzi rozbrzmiała gardłach.
Bo bestia już nigdy więcej swym rykiem i ogniem z paszczy,
Nie zjawi się w ludzi spojrzeniach, jej cień nie zawiśnie nad miastem.
W wdzięczności Eward dał ołtarz, na którym herosa czcić kazał,
A obowiązek tego swoim następcom przekazał.
Jeden znak jeszcze owej walki na ziemi jest znany
Herkules na polu owym miasto nowe postawił.
Przepiękne w swym położeniu, tuż pod Wezuwiuszem,
Swoim urokiem każdą wnet zachwycało duszę.
A żeby imię herosa dobrze w nim pamiętano
Miasto to Herkulanum odtąd już nazywano.
02/04/2007
Seweryn Krzysztof Topczewski
„Hangary z Herkulanum”
O Wezuwiuszu, pełen gniewu, powiedz, co tak cię rozjuszyło,
Czym zasłużyło miasto sobie, że wnętrze twoje je przykryło?
Gdzie Herkulesa łodzi niegdyś kotwice morza dna dotknęły
Miasto wzniósł heros przewspaniałe. A ty je tak posyłasz w niebyt?
Czym te ulice tak spokojne, zajęte swoją codziennością,
Mogły cię w taki gniew wprowadzić, że je zniszczyłeś swoją złością.
Gdy wyschły źródła i strumienie, które z twych boków wypływały,
Skorpiony licznie się zjawiły, węże z myszami wojowały.
Pochrząkiwanie twe wyraźnie dni kilka było znać w Pompejach.
Od niego drzewa się słaniały, i drżała wkoło cała ziemia.
Dla tego cały amfiteatr już gladiatorów walką grzmiał!
By ułaskawić wszystkich Bogów nowy je Cezar wszystkim dał.
Lecz Herkulanum znać nie dałeś. Sen mu spokojny zostawiłeś.
Czy w gniewie swoim, tak ogromnym, z wyrokiem się swym pomyliłeś?
Czy rozpędziłeś się w swej złości i wzrok wpatrzony zgasić chciałeś,
Więc trzecią chmurą ciężkich dymów całe to miasto zasypałeś?
Po tym jak omamiłeś najpierw malunkiem na bezkresnym niebie.
Z jakim się Bogiem sprzymierzyłeś i moc mu dałeś w wielkim gniewie.
Kiedy dostrzegli, że śmierć im niesiesz, pośpiesznie ku morzu ruszyli
W licznych hangarach na swe łodzie przed czarną chmurą się schronili.
Lecz jakże złudne były nadzieje, że do swych domów powrócą
Kiedy ich chmura czarna sięgnęła ręką swą silną dusząc.
W chwili najkrótszej jak to możliwe cierpienie ogromne zadając.
Na długie wieki w mroku hangarów bez czci ich kości składając.
6/05/2007
Seweryn Krzysztof Topczewski
„PIES i PAN”
Razem co ranek pies i pan,
Pies, bo pan chciał, a pan bo musiał
Pies nosem witał nowy dzień
A Pan do kiosku szedł w kapciusiach
Pies sprawdzał, kto przez całą noc
Odwiedzał wszystkie jego drzewa
A pan co w rymach spędził noc
Niosąc gazetę sennie ziewał
Im więcej drzew dostrzegał pies
Tym wolniej człapał za nim pan
I kiedy pies swój podpis kładł
W senny pan znów zapadał stan
Tak nader ściśle, nie od dziś
Wiąże się życie i liryka
Bo pan bez psa nie chciałby wyjść
Pies sam nie sprawdziłby, kto sikał
5/12/2007
Pamięci Pani Danuty Wawiłow
Inspirowany jej wierszem: Pan i Pies
Seweryn Krzysztof Topczewski
„Gwiazdka Dali’ego”
Milczą usta prawdy
Milczą usta kłamstwa
Podparte na podbródkach
Nosom są filarem
Każde po łzie jednej
I z chustką w potrzebie
Gotowe by przemówić
Czeka narodzenia
Śnieg znoszą cierpliwie
Który czapką spada
Ich mury przykrywając
Sosny dźwigające
A każde z nich gwiazdy
Blask nad sobą bada
Który ma w gałęziach
Sosny rozbłyszczący
Czekają w niepewności
Niemal zasypiają
Nieprzyzwyczajone
Do swego milczenia
Nie dostrzegły że Anioł
Się ukradkiem zakradł
Cieniem swym nadejście
Dzieciątka zdradzając
19/12/2007
Inspirowany obrazem S.Dali – Christmas
Seweryn Krzysztof Topczewski